poniedziałek, 2 września 2013

Rozdział 3- Odłamki Mocy


Odłamki Mocy

            Dzisiaj obudziłem się bardzo podekscytowany. Dzisiaj wyruszam z Casy szukać Odłamków Mocy!

             Pobiegłem w stronę jej chatki i nie czekając na zaproszenie wpadłem do środka. Cassandra leżała rozłożona na stosie siana. Zbliżyłem się do niej i szturchając ją łapą zasyczałem:

-Casy, wstawaj! Już świta!

-Zwariowałeś do reszty? Przecież jest ciemna noc, księżyc dopiero co wschodzi…

-Przecież to słońce! O co ci chodzi?!

-Pewnie widzisz w ciemności albo masz coś z głową – wymamrotała -wracaj pod swoje drzewo-powiedziała i znów zapadła w głęboki sen.

-Ale…-tylko tyle powiedziałem, gdyż wiedziałem że dalsza konwersacja nie ma sensu.

„Może naprawdę widzę w ciemności?”-zastanawiałem się wychodząc z chatki Casy-„A może po prostu jestem tak, że noc przemieniła się w dzień? No nic. Skoro Cassandra nie zamierza jeszcze wstawać, trochę się prześpię”-myślałem, układając się pod drzewem.

AAAAA! Zabierzcie to ode mnie!!!-obudził mnie pisk Casy.

-Już biegnę! Trzymaj się!-krzyknąłem przejęty i popędziłem w kierunku jej chatki.

            Zastałem tam kompletny bałagan. Regał z książkami był wywrócony, siano walało się po całym wnętrzu, a Casy…pazurami była przypięta do ściany. Po podłodze chodził duży pająk z chudymi nogami.

-Co się tak na mnie patrzysz?!-wrzasnęła rozhisteryzowana Cassandra-zabij tego potwora!!! Szybciej!!!

            Wzruszyłem ramionami i rozdeptałem tak zwanego   „potwora”. Casy upewniła się, że pająk nie żyje i powoli zaczęła schodzić ze ściany.

 -Wybacz, że tak wrzeszczałam-przeprosiła-pomożesz mi posprzątać ten bałagan?

-Oczywiście-odpowiedziałem.

              Gdy już posprzątaliśmy, Cassandra zaprosiła mnie na wspólne śniadanie do swojego sklepu. Po zjedzeniu obfitej porcji mięsa powiedziałem, że już jestem gotowy i możemy wyruszać na poszukiwanie Odłamków Mocy.

-Więc wyruszajmy. Weź mnie w łapy tak jak wczoraj i lećmy pod Drzewo Transu-powiedziała

-Tak się nazywa?

-Tak.

               Lecieliśmy na miejsce dłużej niż wczoraj, ale w końcu dotarliśmy.

-Weź tę torbę-powiedziała Cassandra podając mi ją-włożysz do niej Odłamek Mocy, jeżeli go znajdziesz.

              Zaraz po tym dotarliśmy pod ogromną roślinę.

-Teraz rób to co ja-powiedziała Casy gdy już siedzieliśmy nieopodal drzewa.

-Dobrze.

-Zamknij oczy…równo oddychaj…pomyśl o najpiękniejszym momencie swojego życia…-instruowała mnie Cassandra.

Długo zastanawiałem się nad najpiękniejszym momentem mojego życia. Uchyliłem jedno oko - ślepia Casy już błyszczały na niebiesko.

           Co było najpiękniejszym momentem w moim życiu? Dzień, w którym wyrwałem się z lasu? Moment w którym zacząłem latać? Było tego bardzo niewiele. Postanowiłem skupić się na chwili, w której spotkałem Cassandrę.

             Poczułem ciarki przechodzące mnie po całym ciele. Na sekundę ustały, po czym poczułem, że się rozdwajam. Otworzyłem oczy. Zobaczyłem siebie, jak siedziałem na ziemi z niebieskimi ślepiami. Tuż obok siedziała Casy z takimi samymi oczami co ja. Nad  ciałem Cassandry unosiła się lotna wersja jej samej.

„Leć za mną”-usłyszałem. Melodyjny głos rozbrzmiewał w mojej głowie i przenosił się z echem.

„Leć za mną”-wołanie powtórzyło się. Zrozumiałem, że to Cassandra mnie woła.

           Poleciałem za nią. Uczucie, jaki towarzyszyło lataniu w tej postaci było niezwykłe. Nie czułem własnego ciała, a mój wzrok i słuch uległy wyostrzeniu.

„Gdzie mamy szukać, Casy? Jak wygląda Odłamek Mocy?”-spróbowałem zapytać.

„Gdziekolwiek”-odpowiedziała-„W tej postaci odłamek mocy bardzo mocno zwraca na siebie uwagę. Zwykle błyszczy na czerwono i widać go z bardzo daleka. Każdy ma inny kształt, więc nie mogę ci dokładnie go opisać. Może być ukryty dosłownie wszędzie. W dziupli w drzewie, w legowisku smoka, może nawet jest między chmurami?”

„Rozumiem. Ja polecę na wschód, a ty na zachód, dobra?”-upewniłem się.

„Oczywiście.”

          Gdy już zniknęliśmy sobie nawzajem z zasięgu wzroku, zacząłem przeszukiwać drzewa i krzaki. Niestety, po przeszukaniu całego lasu nie znalazłem żadnego odłamka. Wróciłem do miejsca z którego wyruszyliśmy. Moje ciało zaczynało całe błyszczeć na niebiesko-fioletowo, a ja w tym momencie poczułem, że znowu zaczynam się scalać z moim ciałem. Prędko się wyrwałem.

„Przynajmniej wiem jak wrócić do ciała”-pomyślałem i poleciałem na wschód.

             Po krótkim locie zauważyłem brzeg oceanu.

„Przeszukam najbliższe rafy koralowe, choć wątpię, że znajdę tam Odłamek Mocy”-uznałem i zanurkowałem.

Prawie nie odczuwałem wody, miała niemal taką gęstość jak powietrze.

Przeszukałem do cna całą rafę koralową i niestety nie znalazłem tego czego szukałem. Już zaczynałem tracić nadzieję kiedy…

Zobaczyłem z daleka coś błyszczącego na czerwono.

„Czyżby dopisało mi szczęście?”-pomyślałem i pognałem w tamtym kierunku najprędzej jak potrafiłem. Natrafiłem na głęboki rów, w którym najwyraźniej znajdował się błyszczący przedmiot. Niewiele myśląc, zanurkowałem prosto po rzekomy Odłamek Mocy.

             Kiedy znalazłem się na dnie, spostrzegłem, że było tam niewiarygodnie jasno. Przede mną leżał czerwony kamyczek wielkości mojego pazura.  Z tyłu usłyszałem syk…najszybciej jak tylko mogłem spakowałem odłamek do torby i rzuciłem się do ucieczki, lecz coś śliskiego oplotło mnie w talii.

-Czego tu szzzzzukasz?-po całym rowie rozległ się głos przypominający syk dwustu węży.

-Przyszedłem po Odłamek Mocy i żaden niewidzialny potwór mnie nie powstrzyma-odparłem brawurowo, jednocześnie wytężając wzrok aby znaleźć tego potwora.

-Jessssteś doprawdy zabawny – stwierdziło monstrum i stało się widzialne.

             Przypominał wielkiego węża z trzema parami oczu, ośmioma mackami i ostrymi kłami.

-Spójrzzzzz mi w oczy…-zasyczał wąż hipnotyzującym głosem, że mimo woli musiałem spojrzeć w jego żółte ślepia.

              Cała moja postać zaczęła sztywnieć. Nie mogłem się poruszyć.

-Co do…-tylko tyle zdołałem wykrztusić, gdyż potem pysk mi zesztywniał, jak zresztą cała reszta.

              Wszystko zawirowało, straciłem świadomość posiadania ciała, po czym wylądowałem w czystej pustce. Po paru chwilach nagle wróciłem do mojego materialnego ciała mocno się wzdrygając.

„Gdzie ja…no tak, ten przeklęty wąż chyba zmienił mnie w kamień. Polecę tam i z nim pogadam. W materialnej postaci mam większe szanse niż jako półprzezroczysty duszek.”-podsumowałem i poleciałem w miejsce, gdzie straciłem kontrolę nad niematerialną postacią.

„Nawet jeżeli nie odzyskam tamtej postaci, to może przy odrobinie szczęścia odnajdę Odłamek Mocy”-rozmyślałem, nurkując ku rowowi.

          Gdy już się tam znalazłem, znowu poczułem, że coś oplotło mnie macką w talii.

-Znowu tyyy?!-zasyczał rozwścieczony wąż, ściskając mnie coraz mocniej-Przecież jesteś kamienną figurą! Stoisz tam w kącie!-mówiąc to, bestia jedną z macek wskazała na mój posążek leżący niedaleko.

-Zaiste, to mój POSĄG. A ja jestem tu. W twoich mackach-powiedziałem.

- Oczywiśśście. Teraz jesteś uwięziony i chyba zdajesssssz sobie ssssprawę z tego, że w każdym momencie mogę cię udusić?-mówiąc to, przysunął mnie do poziomu swoich oczu, bardzo blisko swojej obrzydliwej twarzy.

„Muszę coś wymyśleć, jeżeli nie chcę zginąć”-myślałem-„I chyba mam pewien plan.”

-Panie wężu, mógłby mnie pan przysunąć bliżej swoich oczu, abym mógł się przejrzeć w tych cudownych ślepiach?-spytałem najbardziej potulnym głosem jakim potrafiłem. Wiedziałem, że gdyby to monstrum chciało, mogłoby mnie zamienić w kamienny posąg.

         W jednym momencie podrapałem jego oślizgłą gałkę oczną, wyrwałem się z jego macek, chwyciłem w zęby torbę z Odłamkiem Mocy w środku i rzuciłem się do ucieczki. Niestety, choć byłem szybki bestia mocno przeorała pazurem po moim boku.

           Ból wręcz palił moje ciało. Miałem ochotę zatrzymać się, nie płynąć w górę i osiąść na dnie oceanu, lecz stale myślałem o Cassandrze i jej marzeniu.

           Ledwie wypłynąłem na najbliższą wysepkę, upewniłem się, że w torbie jest Odłamek mocy i straciłem przytomność.

           Gdy zaczynałem się budzić, zobaczyłem przed sobą twarz starego szamana.

-On ożył! To cud! Nikt dotąd dotknięty pazurem Merlunga nie przeżył!-mówił z emocjami wilk-Skoro pacjent się wybudził, mogę już iść. Zalecam wypoczynek-powiedział szaman i wyszedł z chaty Casy.

Obok stosu siana na którym leżałem, stała Casy z łzami w oczach.

-Myślałam, że nie przeżyjesz - mówiła wzruszona, obejmując mnie - nie wiem, jak wyrazić Ci moją wdzięczność. Ryzykowałeś życie dla mojego marzenia.

-Spokojnie-odpowiedziałem, ocierając łzę z jej policzka-cieszę się, że mogłem Ci pomóc.

-Wiesz, ja też znalazłam jeden Odłamek Mocy. Będziesz jutro na rytuale Pierwszej Mocy?

-Z wielką przyjemnością-powiedziałem, uśmiechając się.

          Byłem bardzo śpiący. Mój łeb mimowolnie opadł na

siano i zasnąłem.
 
 
A teraz niespodziewajka, jak ja na to mówię :3
Czy wiesz, że...
W Ameryce Południowej, w Afryce i Australii nie występują żadne gatunki wilka? 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz