Odłamki Mocy
Dzisiaj obudziłem się bardzo
podekscytowany. Dzisiaj wyruszam z Casy szukać Odłamków Mocy!
Pobiegłem w stronę jej chatki i
nie czekając na zaproszenie wpadłem do środka. Cassandra leżała rozłożona na
stosie siana. Zbliżyłem się do niej i szturchając ją łapą zasyczałem:
-Casy,
wstawaj! Już świta!
-Zwariowałeś
do reszty? Przecież jest ciemna noc, księżyc dopiero co wschodzi…
-Przecież to
słońce! O co ci chodzi?!
-Pewnie
widzisz w ciemności albo masz coś z głową – wymamrotała -wracaj pod swoje
drzewo-powiedziała i znów zapadła w głęboki sen.
-Ale…-tylko
tyle powiedziałem, gdyż wiedziałem że dalsza konwersacja nie ma sensu.
„Może
naprawdę widzę w ciemności?”-zastanawiałem się wychodząc z chatki Casy-„A może
po prostu jestem tak, że noc przemieniła się w dzień? No nic. Skoro
Cassandra nie zamierza jeszcze wstawać, trochę się prześpię”-myślałem, układając
się pod drzewem.
AAAAA! Zabierzcie to ode mnie!!!-obudził
mnie pisk Casy.
-Już biegnę!
Trzymaj się!-krzyknąłem przejęty i popędziłem w kierunku jej chatki.
Zastałem tam kompletny bałagan.
Regał z książkami był wywrócony, siano walało się po całym wnętrzu, a
Casy…pazurami była przypięta do ściany. Po podłodze chodził duży pająk z
chudymi nogami.
-Co się tak
na mnie patrzysz?!-wrzasnęła rozhisteryzowana Cassandra-zabij tego potwora!!!
Szybciej!!!
Wzruszyłem ramionami i rozdeptałem tak
zwanego „potwora”. Casy upewniła się, że pająk nie
żyje i powoli zaczęła schodzić ze ściany.
-Wybacz, że tak
wrzeszczałam-przeprosiła-pomożesz mi posprzątać ten bałagan?
-Oczywiście-odpowiedziałem.
Gdy już posprzątaliśmy, Cassandra
zaprosiła mnie na wspólne śniadanie do swojego sklepu. Po zjedzeniu obfitej
porcji mięsa powiedziałem, że już jestem gotowy i możemy wyruszać na poszukiwanie
Odłamków Mocy.
-Więc
wyruszajmy. Weź mnie w łapy tak jak wczoraj i lećmy pod Drzewo
Transu-powiedziała
-Tak się
nazywa?
-Tak.
Lecieliśmy na miejsce dłużej niż
wczoraj, ale w końcu dotarliśmy.
-Weź tę torbę-powiedziała
Cassandra podając mi ją-włożysz do niej Odłamek Mocy, jeżeli go znajdziesz.
Zaraz po tym dotarliśmy pod
ogromną roślinę.
-Teraz rób
to co ja-powiedziała Casy gdy już siedzieliśmy nieopodal drzewa.
-Dobrze.
-Zamknij
oczy…równo oddychaj…pomyśl o najpiękniejszym momencie swojego
życia…-instruowała mnie Cassandra.
Długo
zastanawiałem się nad najpiękniejszym momentem mojego życia. Uchyliłem jedno
oko - ślepia Casy już błyszczały na niebiesko.
Co było najpiękniejszym momentem w
moim życiu? Dzień, w którym wyrwałem się z lasu? Moment w którym zacząłem
latać? Było tego bardzo niewiele. Postanowiłem skupić się na chwili, w której
spotkałem Cassandrę.
Poczułem ciarki przechodzące mnie
po całym ciele. Na sekundę ustały, po czym poczułem, że się rozdwajam.
Otworzyłem oczy. Zobaczyłem siebie, jak siedziałem na ziemi z niebieskimi
ślepiami. Tuż obok siedziała Casy z takimi samymi oczami co ja. Nad ciałem Cassandry
unosiła się lotna wersja jej samej.
„Leć za
mną”-usłyszałem. Melodyjny głos rozbrzmiewał w mojej głowie i przenosił się z
echem.
„Leć za
mną”-wołanie powtórzyło się. Zrozumiałem, że to Cassandra mnie woła.
Poleciałem za nią. Uczucie, jaki
towarzyszyło lataniu w tej postaci było niezwykłe. Nie czułem własnego ciała, a
mój wzrok i słuch uległy wyostrzeniu.
„Gdzie mamy
szukać, Casy? Jak wygląda Odłamek Mocy?”-spróbowałem zapytać.
„Gdziekolwiek”-odpowiedziała-„W
tej postaci odłamek mocy bardzo mocno zwraca na siebie uwagę. Zwykle błyszczy
na czerwono i widać go z bardzo daleka. Każdy ma inny kształt, więc nie mogę ci
dokładnie go opisać. Może być ukryty dosłownie wszędzie. W dziupli w drzewie, w
legowisku smoka, może nawet jest między chmurami?”
„Rozumiem.
Ja polecę na wschód, a ty na zachód, dobra?”-upewniłem się.
„Oczywiście.”
Gdy już zniknęliśmy sobie nawzajem z
zasięgu wzroku, zacząłem przeszukiwać drzewa i krzaki. Niestety, po
przeszukaniu całego lasu nie znalazłem żadnego odłamka. Wróciłem do miejsca z
którego wyruszyliśmy. Moje ciało zaczynało całe błyszczeć na
niebiesko-fioletowo, a ja w tym momencie poczułem, że znowu zaczynam się scalać
z moim ciałem. Prędko się wyrwałem.
„Przynajmniej
wiem jak wrócić do ciała”-pomyślałem i poleciałem na wschód.
Po krótkim locie zauważyłem brzeg
oceanu.
„Przeszukam
najbliższe rafy koralowe, choć wątpię, że znajdę tam Odłamek Mocy”-uznałem i
zanurkowałem.
Prawie
nie odczuwałem wody, miała niemal taką gęstość jak powietrze.
Przeszukałem
do cna całą rafę koralową i niestety nie znalazłem tego czego szukałem. Już
zaczynałem tracić nadzieję kiedy…
Zobaczyłem z
daleka coś błyszczącego na czerwono.
„Czyżby
dopisało mi szczęście?”-pomyślałem i pognałem w tamtym kierunku najprędzej jak
potrafiłem. Natrafiłem na głęboki rów, w którym najwyraźniej znajdował się
błyszczący przedmiot. Niewiele myśląc, zanurkowałem prosto po rzekomy Odłamek
Mocy.
Kiedy znalazłem się na dnie,
spostrzegłem, że było tam niewiarygodnie jasno. Przede mną leżał czerwony kamyczek
wielkości mojego pazura. Z tyłu
usłyszałem syk…najszybciej jak tylko mogłem spakowałem odłamek do torby i
rzuciłem się do ucieczki, lecz coś śliskiego oplotło mnie w talii.
-Czego tu
szzzzzukasz?-po całym rowie rozległ się głos przypominający syk dwustu węży.
-Przyszedłem
po Odłamek Mocy i żaden niewidzialny potwór mnie nie powstrzyma-odparłem
brawurowo, jednocześnie wytężając wzrok aby znaleźć tego potwora.
-Jessssteś
doprawdy zabawny – stwierdziło monstrum i stało się widzialne.
Przypominał wielkiego węża z
trzema parami oczu, ośmioma mackami i ostrymi kłami.
-Spójrzzzzz
mi w oczy…-zasyczał wąż hipnotyzującym głosem, że mimo woli musiałem spojrzeć w
jego żółte ślepia.
Cała moja postać zaczęła
sztywnieć. Nie mogłem się poruszyć.
-Co
do…-tylko tyle zdołałem wykrztusić, gdyż potem pysk mi zesztywniał, jak zresztą
cała reszta.
Wszystko zawirowało, straciłem
świadomość posiadania ciała, po czym wylądowałem w czystej pustce. Po paru
chwilach nagle wróciłem do mojego materialnego ciała mocno się wzdrygając.
„Gdzie ja…no
tak, ten przeklęty wąż chyba zmienił mnie w kamień. Polecę tam i z nim pogadam.
W materialnej postaci mam większe szanse niż jako półprzezroczysty
duszek.”-podsumowałem i poleciałem w miejsce, gdzie straciłem kontrolę nad
niematerialną postacią.
„Nawet
jeżeli nie odzyskam tamtej postaci, to może przy odrobinie szczęścia odnajdę
Odłamek Mocy”-rozmyślałem, nurkując ku rowowi.
Gdy już się tam znalazłem, znowu
poczułem, że coś oplotło mnie macką w talii.
-Znowu
tyyy?!-zasyczał rozwścieczony wąż, ściskając mnie coraz mocniej-Przecież jesteś
kamienną figurą! Stoisz tam w kącie!-mówiąc to, bestia jedną z macek wskazała
na mój posążek leżący niedaleko.
-Zaiste, to
mój POSĄG. A ja jestem tu. W twoich mackach-powiedziałem.
- Oczywiśśście.
Teraz jesteś uwięziony i chyba zdajesssssz sobie ssssprawę z tego, że w każdym
momencie mogę cię udusić?-mówiąc to, przysunął mnie do poziomu swoich oczu,
bardzo blisko swojej obrzydliwej twarzy.
„Muszę coś
wymyśleć, jeżeli nie chcę zginąć”-myślałem-„I chyba mam pewien plan.”
-Panie wężu,
mógłby mnie pan przysunąć bliżej swoich oczu, abym mógł się przejrzeć w tych
cudownych ślepiach?-spytałem najbardziej potulnym głosem jakim potrafiłem.
Wiedziałem, że gdyby to monstrum chciało, mogłoby mnie zamienić w kamienny
posąg.
W jednym momencie podrapałem jego
oślizgłą gałkę oczną, wyrwałem się z jego macek, chwyciłem w zęby torbę z
Odłamkiem Mocy w środku i rzuciłem się do ucieczki. Niestety, choć byłem szybki
bestia mocno przeorała pazurem po moim boku.
Ból wręcz palił moje ciało. Miałem
ochotę zatrzymać się, nie płynąć w górę i osiąść na dnie oceanu, lecz stale
myślałem o Cassandrze i jej marzeniu.
Ledwie wypłynąłem na najbliższą
wysepkę, upewniłem się, że w torbie jest Odłamek mocy i straciłem przytomność.
Gdy zaczynałem się budzić,
zobaczyłem przed sobą twarz starego szamana.
-On ożył! To
cud! Nikt dotąd dotknięty pazurem Merlunga nie przeżył!-mówił z emocjami
wilk-Skoro pacjent się wybudził, mogę już iść. Zalecam wypoczynek-powiedział
szaman i wyszedł z chaty Casy.
Obok stosu
siana na którym leżałem, stała Casy z łzami w oczach.
-Myślałam,
że nie przeżyjesz - mówiła wzruszona, obejmując mnie - nie wiem, jak wyrazić Ci
moją wdzięczność. Ryzykowałeś życie dla mojego marzenia.
-Spokojnie-odpowiedziałem,
ocierając łzę z jej policzka-cieszę się, że mogłem Ci pomóc.
-Wiesz, ja
też znalazłam jeden Odłamek Mocy. Będziesz jutro na rytuale Pierwszej Mocy?
-Z wielką
przyjemnością-powiedziałem, uśmiechając się.
Byłem bardzo śpiący. Mój łeb
mimowolnie opadł na
siano i
zasnąłem.
A teraz niespodziewajka, jak ja na to mówię :3
Czy wiesz, że...
W Ameryce Południowej, w Afryce i Australii nie występują żadne gatunki wilka?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz