Jeden, zwykły dzień
Po ułożeniu
się do snu pod jednym z drzew, bardzo szybko zasnąłem, zmęczony pełnym przygód
dniem. Liczyłem na spokojny odpoczynek, lecz…
-Alarm! Smoki atakują!
Smooooookiii…-usłyszałem przerażony męski głos.
Natychmiast zerwałem
się na łapy, lecz powstrzymała mnie niewidzialna siła.
Spróbowałem zawyć, żeby ostrzec tych
którzy jeszcze się nie obudzili. Nie udało mi się. Mój pysk, moje łapy,
wszystko było sparaliżowane! Zrezygnowany obserwowałem jak smoki porywały
bezbronne wilczątka. Jeden ze smoków skierował na mnie swój wzrok i…
-Pobudka,
śpiochu! Jak długo będziesz spać?!-usłyszałem radosny głos wilczycy spotkanej
poprzedniego dnia.
-Ja…smoki…ratunku!!!-wykrzyczałem
zaspany.
-Matko
wilczyco, nie rozumiem, czemu wszystkim gościom śnią się smoki?!-powiedziała
zażenowana - wstawaj już, musisz poznać, jak wygląda życie w wiosce!
Niechętnie wstałem z wygodnego
legowiska i stanąłem obok pięknej wilczycy.
Miała ona białe jak śnieg futro, silne, zwinne
łapy, oraz przecudne błękitne oczy…
Przyglądaliśmy się tak sobie przez
chwilę i ruszyliśmy w stronę wioski.
-Słuchaj-zagadnąłem-Jak masz na imię?
-Cassandra-odpowiedziała-mów
mi po prostu Casy.
Po krótkiej chwili dotarliśmy do wioski.
Wioska ta
miała swój urok. Było tam kilka rustykalnych straganów z mięsem, owocami i warzywami…jednak moją uwagę przyciągnął sklep
z rękodziełami. Były tam garnce gliniane, figurki ze słomy, naszyjniki z
kamyków i wiele więcej ciekawych rzeczy. To właśnie tam zaprowadziła mnie
Cassandra.
-Witaj w
moim sklepie-uśmiechnęła się do mnie gdy przechodziliśmy przez próg.
-Łaaał…sama
to wszystko zrobiłaś?-zapytałem z niedowierzaniem, oglądając naszyjnik z pereł.
-Tak, nie lubię
się chwalić-powiedziała ciut speszona. Po chwili dodała-Wiesz, może pomógłbyś
mi prowadzić interes?
-Bardzo
chętnie!-odpowiedziałem odruchowo.
-To
świetnie! Potrzebowałam pomocnika, a każdy z wilków w wiosce ma już
zajęcie.-odpowiedziała zadowolona-Jest jedno miejsce które koniecznie muszę ci
pokazać!-zawołała, wybiegając ze sklepu.
Biegnąc za nią, znów poczułem uczucie
lekkości.
-Casy! Stój!
Coś ci pokażę - zawołałem. Cassandra się zatrzymała i zawróciła.
W tym momencie zacząłem się unosić
nad ziemią.
-Ojejku! Jak
tyś to zrobił?-zapytała z podziwem.
-Sam nie
wiem. Czasem po prostu zaczynam się unosić-odpowiedziałem wzruszając ramionami.
-Potrafiłbyś
mnie wziąć na grzbiet, abyśmy szybciej dolecieli w to miejsce które chcę Ci
pokazać?
-Chyba tak.
Ale lepiej abym wziął się w łapy, będziesz miała lepszą
widoczność-odpowiedziałem, chwytając ją za kark.
-No to
lecimy!-krzyknęła radośnie.
Co jakiś
czas przekazywała mi zalecenia, w którym kierunku mamy lecieć.
-Już
niedaleko. Lądujemy - Postanowiła w pewnym momencie.
Posłusznie
wylądowałem na ziemi i po odstawieniu Cassandry przeciągnąłem się.
-Chodź za
mną-powiedziała. W jej oczach pojawił się niebieski blask.
Pędziliśmy
tak, aż w końcu zatrzymaliśmy się na polanie, na której rosło ogromne,
rozgałęzione drzewo otoczone stawem. Na całej polanie panowała niebieska
poświata, a gdzieniegdzie latały wróżki. Casy siedziała obok mnie i wpatrywała
się w drzewo. Jej oczy stały się całkowicie niebieskie, a z jej gardła
wydobywały się melodyjne pomruki.
-Cassandra?
Co się z tobą dzieje?-spytałem cicho.
Odpowiedział
mi kolejny melodyjny pomruk.
Siedzieliśmy tak dosyć długo, aż w końcu
Casy się ocknęła.
-Już jestem.
Lubię tu przychodzić. Moja dusza odbywa wtedy podróż wokół świata, a moje ciało
pozostaje w stanie transu. Rozumiesz?
-Tak, tak.
Mam pytanie, czy masz jakieś magiczne moce?
-Jeszcze
nie. Moja dusza podróżuje po najbardziej niebezpiecznych zakątkach, w poszukiwaniu
Odłamków Mocy.
-Odłamków
Mocy?-zdziwiłem się, gdyż nigdy o czymś takim nie słyszałem.
-Tak. Każdy
wilk w wiosce dostaje od szamana magiczny naszyjnik z pudełeczkiem na Odłamki
Mocy-mówiąc to, zaprezentowała wisiorek który miała na szyi. Błyszczał on
wszystkimi kolorami tęczy - Gdy zbierzesz pięć odłamków, otrzymujesz jedną moc.
Najlepsze wilki mają nawet po osiemdziesiąt odłamków…a ja mam trzy. Brakuje mi
jeszcze dwóch do uzyskania jakiejkolwiek mocy. A bardzo chciałabym jakąś mieć.
Nawet szczeniaki mają umiejętności odziedziczone po potężnych rodzicach, a ja?!
Dwa lata i ciągle nic.
-Może…ja
mógłbym ci pomóc?-zasugerowałem.
-Mógłbyś to
zrobić? To bardzo niebezpieczne. Kiedyś, gdy kradłam jeden odłamek smokowi,
ledwie uszłam z życiem!
-E,
tam-machnąłem lekceważąco łapą-damy radę.
Cassandra
popatrzyła na mnie oczami pełnymi wzruszenia.
-Dziękuję -
szepnęła. –nikt dotąd nie oferował mi swojej pomocy. Wracajmy do wioski, już
późno.
Po dotarciu do wioski pożegnałem się z
Casy która poszła do swojej chatki.
-Na pewno
nie chcesz przenocować u mnie? Mam dużo wolnego miejsca.
-Dzięki za
propozycję, ale wolę spać pod drzewem.
-Spoko. To
do jutra!-zawołała.
Bardzo długo o niej myślałem. W
końcu zapadłem w głęboki sen.
Następna część już 30.08.13, lub 31.08.13!