czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział 2-Jeden, zwykły dzień.


Jeden, zwykły dzień

Po ułożeniu się do snu pod jednym z drzew, bardzo szybko zasnąłem, zmęczony pełnym przygód dniem. Liczyłem na spokojny odpoczynek, lecz…

 -Alarm! Smoki atakują! Smooooookiii…-usłyszałem przerażony męski głos.

Natychmiast zerwałem się na łapy, lecz powstrzymała mnie niewidzialna siła.

      Spróbowałem zawyć, żeby ostrzec tych którzy jeszcze się nie obudzili. Nie udało mi się. Mój pysk, moje łapy, wszystko było sparaliżowane! Zrezygnowany obserwowałem jak smoki porywały bezbronne wilczątka. Jeden ze smoków skierował na mnie swój wzrok i…

-Pobudka, śpiochu! Jak długo będziesz spać?!-usłyszałem radosny głos wilczycy spotkanej poprzedniego dnia.

-Ja…smoki…ratunku!!!-wykrzyczałem zaspany.

-Matko wilczyco, nie rozumiem, czemu wszystkim gościom śnią się smoki?!-powiedziała zażenowana - wstawaj już, musisz poznać, jak wygląda życie w wiosce!

         Niechętnie wstałem z wygodnego legowiska i stanąłem obok pięknej wilczycy.

           Miała ona białe jak śnieg futro, silne, zwinne łapy, oraz przecudne błękitne oczy…

         Przyglądaliśmy się tak sobie przez chwilę i ruszyliśmy w stronę wioski.

    -Słuchaj-zagadnąłem-Jak masz na imię?

-Cassandra-odpowiedziała-mów mi po prostu Casy.

      Po krótkiej chwili dotarliśmy do wioski.
Wioska ta miała swój urok. Było tam kilka rustykalnych straganów z mięsem, owocami i warzywami…jednak moją uwagę przyciągnął sklep z rękodziełami. Były tam garnce gliniane, figurki ze słomy, naszyjniki z kamyków i wiele więcej ciekawych rzeczy. To właśnie tam zaprowadziła mnie Cassandra.

-Witaj w moim sklepie-uśmiechnęła się do mnie gdy przechodziliśmy przez próg.

-Łaaał…sama to wszystko zrobiłaś?-zapytałem z niedowierzaniem, oglądając naszyjnik z pereł.

-Tak, nie lubię się chwalić-powiedziała ciut speszona. Po chwili dodała-Wiesz, może pomógłbyś mi prowadzić interes?

-Bardzo chętnie!-odpowiedziałem odruchowo.

-To świetnie! Potrzebowałam pomocnika, a każdy z wilków w wiosce ma już zajęcie.-odpowiedziała zadowolona-Jest jedno miejsce które koniecznie muszę ci pokazać!-zawołała, wybiegając ze sklepu.

         Biegnąc za nią, znów poczułem uczucie lekkości.

-Casy! Stój! Coś ci pokażę - zawołałem. Cassandra się zatrzymała i zawróciła.

          W tym momencie zacząłem się unosić nad ziemią.

-Ojejku! Jak tyś to zrobił?-zapytała z podziwem.

-Sam nie wiem. Czasem po prostu zaczynam się unosić-odpowiedziałem wzruszając ramionami.

-Potrafiłbyś mnie wziąć na grzbiet, abyśmy szybciej dolecieli w to miejsce które chcę Ci pokazać?

-Chyba tak. Ale lepiej abym wziął się w łapy, będziesz miała lepszą widoczność-odpowiedziałem, chwytając ją za kark.

-No to lecimy!-krzyknęła radośnie.

Co jakiś czas przekazywała mi zalecenia, w którym kierunku mamy lecieć.

-Już niedaleko. Lądujemy - Postanowiła w pewnym momencie.

Posłusznie wylądowałem na ziemi i po odstawieniu Cassandry przeciągnąłem się.

-Chodź za mną-powiedziała. W jej oczach pojawił się niebieski blask.

Pędziliśmy tak, aż w końcu zatrzymaliśmy się na polanie, na której rosło ogromne, rozgałęzione drzewo otoczone stawem. Na całej polanie panowała niebieska poświata, a gdzieniegdzie latały wróżki. Casy siedziała obok mnie i wpatrywała się w drzewo. Jej oczy stały się całkowicie niebieskie, a z jej gardła wydobywały się melodyjne pomruki.

-Cassandra? Co się z tobą dzieje?-spytałem cicho.

Odpowiedział mi kolejny melodyjny pomruk.

       Siedzieliśmy tak dosyć długo, aż w końcu Casy się ocknęła.

-Już jestem. Lubię tu przychodzić. Moja dusza odbywa wtedy podróż wokół świata, a moje ciało pozostaje w stanie transu. Rozumiesz?

-Tak, tak. Mam pytanie, czy masz jakieś magiczne moce?

-Jeszcze nie. Moja dusza podróżuje po najbardziej niebezpiecznych zakątkach, w poszukiwaniu Odłamków Mocy.

-Odłamków Mocy?-zdziwiłem się, gdyż nigdy o czymś takim nie słyszałem.

-Tak. Każdy wilk w wiosce dostaje od szamana magiczny naszyjnik z pudełeczkiem na Odłamki Mocy-mówiąc to, zaprezentowała wisiorek który miała na szyi. Błyszczał on wszystkimi kolorami tęczy - Gdy zbierzesz pięć odłamków, otrzymujesz jedną moc. Najlepsze wilki mają nawet po osiemdziesiąt odłamków…a ja mam trzy. Brakuje mi jeszcze dwóch do uzyskania jakiejkolwiek mocy. A bardzo chciałabym jakąś mieć. Nawet szczeniaki mają umiejętności odziedziczone po potężnych rodzicach, a ja?! Dwa lata i ciągle nic.

-Może…ja mógłbym ci pomóc?-zasugerowałem.

-Mógłbyś to zrobić? To bardzo niebezpieczne. Kiedyś, gdy kradłam jeden odłamek smokowi, ledwie uszłam z życiem!

-E, tam-machnąłem lekceważąco łapą-damy radę.

Cassandra popatrzyła na mnie oczami pełnymi wzruszenia.

-Dziękuję - szepnęła. –nikt dotąd nie oferował mi swojej pomocy. Wracajmy do wioski, już późno.

        Po dotarciu do wioski pożegnałem się z Casy która poszła do swojej chatki.

-Na pewno nie chcesz przenocować u mnie? Mam dużo wolnego miejsca.

-Dzięki za propozycję, ale wolę spać pod drzewem.

-Spoko. To do jutra!-zawołała.

           Bardzo długo o niej myślałem. W końcu zapadłem w głęboki sen.
Następna część już 30.08.13, lub 31.08.13!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz