Początek wszystkiego
Ciemność.
Mróz. Strach. To pierwsze rzeczy, których doświadczyłem na tym świecie. Z moich
narodzin pamiętam tylko tyle, że schodziłem...z nieba. Urodziłem się jako wilk,
lecz nie wiedziałem nawet jak wyglądam. Włóczyłem się po ciemnych,
niebezpiecznych lasach, a zajmowała się mną Matka Natura. To ona zsyłała mi
jedzenie i wodę. Z czasem, zacząłem sobie radzić sam. Po wielu latach istnienia
zdziwiłem się, że jeszcze żyję, gdyż większość moich nielicznych znajomych już dawno
została pochowana na cmentarzysku. Miałem wrażenie, że to wszystko było tylko
złym mglistym snem, snutym bez końca. W tym dziwnym stanie miesiące zdawały się
umykać jak sekundy. Cały czas byłem pogrążony w dziwnym transie. Wieczorami
przychodziłem na pewną skałę. Nazywałem ją Skałą Strachu. Parę razy miałem
dosyć włóczenia się po pustym, ciemnym lesie. Miałem ochotę zwinąć się w kłębek
i czekać aż coś lub ktoś mnie zabije. Zawsze jednak taka istota uciekała,
oślepiona światłem bijącym z głębi mojej duszy. Tak więc najwyraźniej byłem
skazany na nieskończone samotne życie w tym smutnym otoczeniu. Co jakiś czas widywałem
smoka lub feniksa, lecz nie udawało mi się nawiązać z nim rozmowy. „Dlaczego z
nikim nie mogę porozmawiać? Czemu jestem skazany na samotność?”- myślałem.
Jednak pewnego dnia samotność, pragnienie porozmawiania z kimś, oraz ogromna
ochota na wydostanie się z tego lasu skumulowały się i popędziłem wprost przed
siebie, przedzierając się przez ostre ciernie i smagające mnie po twarzy
gałęzie drzew. W pewnym momencie przestałem czuć ziemię pod łapami, a las w
kilka chwil stawał się coraz mniejszy i mniejszy. Zorientowałem się, że
zaczynam się wznosić, choć nie mam skrzydeł. Przerażony próbowałem się rzucać
na wszystkie strony i…gwałtownie zacząłem spadać w dół. Mocno się
poturbowałem i nie ruszałem się stamtąd przez jakiś czas.
Gdy poczułem
się trochę lepiej, postanowiłem zbadać moją umiejętność latania. Zastanawiałem
się, co wtedy zrobiłem takiego, że zacząłem się wznosić. Postanowiłem próbować
wszystkiego, co przyjdzie mi do głowy. Najpierw szybko biegłem. Nic się nie
stało. „Może muszę po prostu podskoczyć?”- rozmyślałem. Znowu nic.
„Już wiem,
jak skoczę ze skały na pewno mi się uda!”- myślałem, że to dobry pomysł, lecz w
efekcie leżałem w tym miejscu kolejne parę dni.
Gdy już się wzmocniłem, odpuściłem sobie
latanie i postanowiłem polegać na własnych łapach. Szedłem tak i … zacząłem
się wznosić.
„Jejku!
Znowu latam!”-pomyślałem i już drogą powietrzną leciałem przed siebie.
Po jakimś czasie zauważyłem brzeg
oceanu. Postanowiłem wlecieć jak korkociąg do wody, a potem spróbować lecieć
pod powierzchnią oceanu. Udało mi się! Ze zdumieniem odkryłem, że oddycham pod
wodą! Czułem się tak dobrze, jak nigdy dotąd. Bawiłem się z delfinami,
odwiedzałem podmorskie jaskinie, rozmawiałem z syrenami, karmiłem egzotyczne
ryby. Po skończonym odpoczynku wyleciałem z wody i dalej leciałem przed siebie.
Następnego dnia, lecąc bardzo wysoko
nad oceanem, dostrzegłem zielone kropki na nim. Postanowiłem, że zobaczę co to
jest. Zlatywałem z ogromną prędkością. Myślałem, że to bagno, lecz
pomyliłem się. Z całej siły uderzyłem łbem o coś twardego. Zobaczyłem ciemność.
Obudziłem
się w małej, drewnianej chatce.
-Auuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!!!
- zawyłem przerażony. Zerwałem się z łóżka na którym leżałem i wypadłem z chaty
jak błyskawica.
Była ciemna noc, biegłem na oślep.
Poczułem, że wpadłem na kogoś.
-Kim ty
jesteś?! Jakim prawem na mnie wpadłeś?!-usłyszałem rozdrażniony kobiecy głos.
-Y, ja, eee,
ten, tego…-wydukałem oszołomiony.
-Ach, ty to
ten, co z całej siły rąbnął łbem o skałę! - chichotała, a jej czerwone oczy
zmieniły kolor na niebieski.
-Możesz mi
powiedzieć gdzie jestem?! - spytałem zdenerwowany.
-Tylko
spokojnie! - powiedziała nieznajoma wilczyca - Witaj w Wolfernii.
Dalsza część wkrótce ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz