środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział 1- Wstęp.


Początek wszystkiego

Ciemność. Mróz. Strach. To pierwsze rzeczy, których doświadczyłem na tym świecie. Z moich narodzin pamiętam tylko tyle, że schodziłem...z nieba. Urodziłem się jako wilk, lecz nie wiedziałem nawet jak wyglądam. Włóczyłem się po ciemnych, niebezpiecznych lasach, a zajmowała się mną Matka Natura. To ona zsyłała mi jedzenie i wodę. Z czasem, zacząłem sobie radzić sam. Po wielu latach istnienia zdziwiłem się, że jeszcze żyję, gdyż większość moich nielicznych znajomych już dawno została pochowana na cmentarzysku. Miałem wrażenie, że to wszystko było tylko złym mglistym snem, snutym bez końca. W tym dziwnym stanie miesiące zdawały się umykać jak sekundy. Cały czas byłem pogrążony w dziwnym transie. Wieczorami przychodziłem na pewną skałę. Nazywałem ją Skałą Strachu. Parę razy miałem dosyć włóczenia się po pustym, ciemnym lesie. Miałem ochotę zwinąć się w kłębek i czekać aż coś lub ktoś mnie zabije. Zawsze jednak taka istota uciekała, oślepiona światłem bijącym z głębi mojej duszy. Tak więc najwyraźniej byłem skazany na nieskończone samotne życie w tym smutnym otoczeniu. Co jakiś czas widywałem smoka lub feniksa, lecz nie udawało mi się nawiązać z nim rozmowy. „Dlaczego z nikim nie mogę porozmawiać? Czemu jestem skazany na samotność?”- myślałem. Jednak pewnego dnia samotność, pragnienie porozmawiania z kimś, oraz ogromna ochota na wydostanie się z tego lasu skumulowały się i popędziłem wprost przed siebie, przedzierając się przez ostre ciernie i smagające mnie po twarzy gałęzie drzew. W pewnym momencie przestałem czuć ziemię pod łapami, a las w kilka chwil stawał się coraz mniejszy i mniejszy. Zorientowałem się, że zaczynam się wznosić, choć nie mam skrzydeł. Przerażony próbowałem się rzucać na wszystkie strony i…gwałtownie zacząłem spadać w dół. Mocno się poturbowałem i nie ruszałem się stamtąd przez jakiś czas.

Gdy poczułem się trochę lepiej, postanowiłem zbadać moją umiejętność latania. Zastanawiałem się, co wtedy zrobiłem takiego, że zacząłem się wznosić. Postanowiłem próbować wszystkiego, co przyjdzie mi do głowy. Najpierw szybko biegłem. Nic się nie stało. „Może muszę po prostu podskoczyć?”- rozmyślałem. Znowu nic.

„Już wiem, jak skoczę ze skały na pewno mi się uda!”- myślałem, że to dobry pomysł, lecz w efekcie leżałem w tym miejscu kolejne parę dni.

      Gdy już się wzmocniłem, odpuściłem sobie latanie i postanowiłem polegać na własnych łapach. Szedłem tak i … zacząłem się wznosić.

Jejku! Znowu latam!”-pomyślałem i już drogą powietrzną leciałem przed siebie.

      Po jakimś czasie zauważyłem brzeg oceanu. Postanowiłem wlecieć jak korkociąg do wody, a potem spróbować lecieć pod powierzchnią oceanu. Udało mi się! Ze zdumieniem odkryłem, że oddycham pod wodą! Czułem się tak dobrze, jak nigdy dotąd. Bawiłem się z delfinami, odwiedzałem podmorskie jaskinie, rozmawiałem z syrenami, karmiłem egzotyczne ryby. Po skończonym odpoczynku wyleciałem z wody i dalej leciałem przed siebie.

        Następnego dnia, lecąc bardzo wysoko nad oceanem, dostrzegłem zielone kropki na nim. Postanowiłem, że zobaczę co to jest. Zlatywałem z ogromną prędkością. Myślałem, że to bagno, lecz pomyliłem się. Z całej siły uderzyłem łbem o coś twardego. Zobaczyłem ciemność.

   

 

Obudziłem się w małej, drewnianej chatce.

-Auuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!!! - zawyłem przerażony. Zerwałem się z łóżka na którym leżałem i wypadłem z chaty jak błyskawica.    

    Była ciemna noc, biegłem na oślep. Poczułem, że wpadłem na kogoś.

-Kim ty jesteś?! Jakim prawem na mnie wpadłeś?!-usłyszałem rozdrażniony kobiecy głos.

-Y, ja, eee, ten, tego…-wydukałem oszołomiony.

-Ach, ty to ten, co z całej siły rąbnął łbem o skałę! - chichotała, a jej czerwone oczy zmieniły kolor na niebieski.

-Możesz mi powiedzieć gdzie jestem?! - spytałem zdenerwowany.

-Tylko spokojnie! - powiedziała nieznajoma wilczyca - Witaj w Wolfernii.              
Dalsza część wkrótce ;)                                                                                                        

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz