piątek, 6 września 2013

Wczesne podsumowanie ankiety

Witajcie, czytelnicy! Przejrzałam właśnie wyniki ankiety i widzę, że większość głosujących jest za tym, abym dodawała fragmenty książki i porady dla pisarzy. Tak więc, chyba zrezygnuję z dodawania moich wierszy na bloga. Co wy o tym sądzicie? Piszcie w komentarzach, dodawajcie opinie dotyczące bloga. Pozdrawiam,
Marta.

poniedziałek, 2 września 2013

Rozdział 3- Odłamki Mocy


Odłamki Mocy

            Dzisiaj obudziłem się bardzo podekscytowany. Dzisiaj wyruszam z Casy szukać Odłamków Mocy!

             Pobiegłem w stronę jej chatki i nie czekając na zaproszenie wpadłem do środka. Cassandra leżała rozłożona na stosie siana. Zbliżyłem się do niej i szturchając ją łapą zasyczałem:

-Casy, wstawaj! Już świta!

-Zwariowałeś do reszty? Przecież jest ciemna noc, księżyc dopiero co wschodzi…

-Przecież to słońce! O co ci chodzi?!

-Pewnie widzisz w ciemności albo masz coś z głową – wymamrotała -wracaj pod swoje drzewo-powiedziała i znów zapadła w głęboki sen.

-Ale…-tylko tyle powiedziałem, gdyż wiedziałem że dalsza konwersacja nie ma sensu.

„Może naprawdę widzę w ciemności?”-zastanawiałem się wychodząc z chatki Casy-„A może po prostu jestem tak, że noc przemieniła się w dzień? No nic. Skoro Cassandra nie zamierza jeszcze wstawać, trochę się prześpię”-myślałem, układając się pod drzewem.

AAAAA! Zabierzcie to ode mnie!!!-obudził mnie pisk Casy.

-Już biegnę! Trzymaj się!-krzyknąłem przejęty i popędziłem w kierunku jej chatki.

            Zastałem tam kompletny bałagan. Regał z książkami był wywrócony, siano walało się po całym wnętrzu, a Casy…pazurami była przypięta do ściany. Po podłodze chodził duży pająk z chudymi nogami.

-Co się tak na mnie patrzysz?!-wrzasnęła rozhisteryzowana Cassandra-zabij tego potwora!!! Szybciej!!!

            Wzruszyłem ramionami i rozdeptałem tak zwanego   „potwora”. Casy upewniła się, że pająk nie żyje i powoli zaczęła schodzić ze ściany.

 -Wybacz, że tak wrzeszczałam-przeprosiła-pomożesz mi posprzątać ten bałagan?

-Oczywiście-odpowiedziałem.

              Gdy już posprzątaliśmy, Cassandra zaprosiła mnie na wspólne śniadanie do swojego sklepu. Po zjedzeniu obfitej porcji mięsa powiedziałem, że już jestem gotowy i możemy wyruszać na poszukiwanie Odłamków Mocy.

-Więc wyruszajmy. Weź mnie w łapy tak jak wczoraj i lećmy pod Drzewo Transu-powiedziała

-Tak się nazywa?

-Tak.

               Lecieliśmy na miejsce dłużej niż wczoraj, ale w końcu dotarliśmy.

-Weź tę torbę-powiedziała Cassandra podając mi ją-włożysz do niej Odłamek Mocy, jeżeli go znajdziesz.

              Zaraz po tym dotarliśmy pod ogromną roślinę.

-Teraz rób to co ja-powiedziała Casy gdy już siedzieliśmy nieopodal drzewa.

-Dobrze.

-Zamknij oczy…równo oddychaj…pomyśl o najpiękniejszym momencie swojego życia…-instruowała mnie Cassandra.

Długo zastanawiałem się nad najpiękniejszym momentem mojego życia. Uchyliłem jedno oko - ślepia Casy już błyszczały na niebiesko.

           Co było najpiękniejszym momentem w moim życiu? Dzień, w którym wyrwałem się z lasu? Moment w którym zacząłem latać? Było tego bardzo niewiele. Postanowiłem skupić się na chwili, w której spotkałem Cassandrę.

             Poczułem ciarki przechodzące mnie po całym ciele. Na sekundę ustały, po czym poczułem, że się rozdwajam. Otworzyłem oczy. Zobaczyłem siebie, jak siedziałem na ziemi z niebieskimi ślepiami. Tuż obok siedziała Casy z takimi samymi oczami co ja. Nad  ciałem Cassandry unosiła się lotna wersja jej samej.

„Leć za mną”-usłyszałem. Melodyjny głos rozbrzmiewał w mojej głowie i przenosił się z echem.

„Leć za mną”-wołanie powtórzyło się. Zrozumiałem, że to Cassandra mnie woła.

           Poleciałem za nią. Uczucie, jaki towarzyszyło lataniu w tej postaci było niezwykłe. Nie czułem własnego ciała, a mój wzrok i słuch uległy wyostrzeniu.

„Gdzie mamy szukać, Casy? Jak wygląda Odłamek Mocy?”-spróbowałem zapytać.

„Gdziekolwiek”-odpowiedziała-„W tej postaci odłamek mocy bardzo mocno zwraca na siebie uwagę. Zwykle błyszczy na czerwono i widać go z bardzo daleka. Każdy ma inny kształt, więc nie mogę ci dokładnie go opisać. Może być ukryty dosłownie wszędzie. W dziupli w drzewie, w legowisku smoka, może nawet jest między chmurami?”

„Rozumiem. Ja polecę na wschód, a ty na zachód, dobra?”-upewniłem się.

„Oczywiście.”

          Gdy już zniknęliśmy sobie nawzajem z zasięgu wzroku, zacząłem przeszukiwać drzewa i krzaki. Niestety, po przeszukaniu całego lasu nie znalazłem żadnego odłamka. Wróciłem do miejsca z którego wyruszyliśmy. Moje ciało zaczynało całe błyszczeć na niebiesko-fioletowo, a ja w tym momencie poczułem, że znowu zaczynam się scalać z moim ciałem. Prędko się wyrwałem.

„Przynajmniej wiem jak wrócić do ciała”-pomyślałem i poleciałem na wschód.

             Po krótkim locie zauważyłem brzeg oceanu.

„Przeszukam najbliższe rafy koralowe, choć wątpię, że znajdę tam Odłamek Mocy”-uznałem i zanurkowałem.

Prawie nie odczuwałem wody, miała niemal taką gęstość jak powietrze.

Przeszukałem do cna całą rafę koralową i niestety nie znalazłem tego czego szukałem. Już zaczynałem tracić nadzieję kiedy…

Zobaczyłem z daleka coś błyszczącego na czerwono.

„Czyżby dopisało mi szczęście?”-pomyślałem i pognałem w tamtym kierunku najprędzej jak potrafiłem. Natrafiłem na głęboki rów, w którym najwyraźniej znajdował się błyszczący przedmiot. Niewiele myśląc, zanurkowałem prosto po rzekomy Odłamek Mocy.

             Kiedy znalazłem się na dnie, spostrzegłem, że było tam niewiarygodnie jasno. Przede mną leżał czerwony kamyczek wielkości mojego pazura.  Z tyłu usłyszałem syk…najszybciej jak tylko mogłem spakowałem odłamek do torby i rzuciłem się do ucieczki, lecz coś śliskiego oplotło mnie w talii.

-Czego tu szzzzzukasz?-po całym rowie rozległ się głos przypominający syk dwustu węży.

-Przyszedłem po Odłamek Mocy i żaden niewidzialny potwór mnie nie powstrzyma-odparłem brawurowo, jednocześnie wytężając wzrok aby znaleźć tego potwora.

-Jessssteś doprawdy zabawny – stwierdziło monstrum i stało się widzialne.

             Przypominał wielkiego węża z trzema parami oczu, ośmioma mackami i ostrymi kłami.

-Spójrzzzzz mi w oczy…-zasyczał wąż hipnotyzującym głosem, że mimo woli musiałem spojrzeć w jego żółte ślepia.

              Cała moja postać zaczęła sztywnieć. Nie mogłem się poruszyć.

-Co do…-tylko tyle zdołałem wykrztusić, gdyż potem pysk mi zesztywniał, jak zresztą cała reszta.

              Wszystko zawirowało, straciłem świadomość posiadania ciała, po czym wylądowałem w czystej pustce. Po paru chwilach nagle wróciłem do mojego materialnego ciała mocno się wzdrygając.

„Gdzie ja…no tak, ten przeklęty wąż chyba zmienił mnie w kamień. Polecę tam i z nim pogadam. W materialnej postaci mam większe szanse niż jako półprzezroczysty duszek.”-podsumowałem i poleciałem w miejsce, gdzie straciłem kontrolę nad niematerialną postacią.

„Nawet jeżeli nie odzyskam tamtej postaci, to może przy odrobinie szczęścia odnajdę Odłamek Mocy”-rozmyślałem, nurkując ku rowowi.

          Gdy już się tam znalazłem, znowu poczułem, że coś oplotło mnie macką w talii.

-Znowu tyyy?!-zasyczał rozwścieczony wąż, ściskając mnie coraz mocniej-Przecież jesteś kamienną figurą! Stoisz tam w kącie!-mówiąc to, bestia jedną z macek wskazała na mój posążek leżący niedaleko.

-Zaiste, to mój POSĄG. A ja jestem tu. W twoich mackach-powiedziałem.

- Oczywiśśście. Teraz jesteś uwięziony i chyba zdajesssssz sobie ssssprawę z tego, że w każdym momencie mogę cię udusić?-mówiąc to, przysunął mnie do poziomu swoich oczu, bardzo blisko swojej obrzydliwej twarzy.

„Muszę coś wymyśleć, jeżeli nie chcę zginąć”-myślałem-„I chyba mam pewien plan.”

-Panie wężu, mógłby mnie pan przysunąć bliżej swoich oczu, abym mógł się przejrzeć w tych cudownych ślepiach?-spytałem najbardziej potulnym głosem jakim potrafiłem. Wiedziałem, że gdyby to monstrum chciało, mogłoby mnie zamienić w kamienny posąg.

         W jednym momencie podrapałem jego oślizgłą gałkę oczną, wyrwałem się z jego macek, chwyciłem w zęby torbę z Odłamkiem Mocy w środku i rzuciłem się do ucieczki. Niestety, choć byłem szybki bestia mocno przeorała pazurem po moim boku.

           Ból wręcz palił moje ciało. Miałem ochotę zatrzymać się, nie płynąć w górę i osiąść na dnie oceanu, lecz stale myślałem o Cassandrze i jej marzeniu.

           Ledwie wypłynąłem na najbliższą wysepkę, upewniłem się, że w torbie jest Odłamek mocy i straciłem przytomność.

           Gdy zaczynałem się budzić, zobaczyłem przed sobą twarz starego szamana.

-On ożył! To cud! Nikt dotąd dotknięty pazurem Merlunga nie przeżył!-mówił z emocjami wilk-Skoro pacjent się wybudził, mogę już iść. Zalecam wypoczynek-powiedział szaman i wyszedł z chaty Casy.

Obok stosu siana na którym leżałem, stała Casy z łzami w oczach.

-Myślałam, że nie przeżyjesz - mówiła wzruszona, obejmując mnie - nie wiem, jak wyrazić Ci moją wdzięczność. Ryzykowałeś życie dla mojego marzenia.

-Spokojnie-odpowiedziałem, ocierając łzę z jej policzka-cieszę się, że mogłem Ci pomóc.

-Wiesz, ja też znalazłam jeden Odłamek Mocy. Będziesz jutro na rytuale Pierwszej Mocy?

-Z wielką przyjemnością-powiedziałem, uśmiechając się.

          Byłem bardzo śpiący. Mój łeb mimowolnie opadł na

siano i zasnąłem.
 
 
A teraz niespodziewajka, jak ja na to mówię :3
Czy wiesz, że...
W Ameryce Południowej, w Afryce i Australii nie występują żadne gatunki wilka? 
 

sobota, 31 sierpnia 2013

Przesunięcie daty publikacji

Witajcie! Zmieniły mi się plany i kolejny rozdział zostanie opublikowany 01.09.2013 (W sam raz aby pogodzić się z myślą o szkole ") ). Tak więc bardzo przepraszam za problem i w zadośćuczynieniu do jutrzejszego rozdziału dorzucę małą niespodziankę ☺
                                                                              POZDRAWIAM!
 

czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział 2-Jeden, zwykły dzień.


Jeden, zwykły dzień

Po ułożeniu się do snu pod jednym z drzew, bardzo szybko zasnąłem, zmęczony pełnym przygód dniem. Liczyłem na spokojny odpoczynek, lecz…

 -Alarm! Smoki atakują! Smooooookiii…-usłyszałem przerażony męski głos.

Natychmiast zerwałem się na łapy, lecz powstrzymała mnie niewidzialna siła.

      Spróbowałem zawyć, żeby ostrzec tych którzy jeszcze się nie obudzili. Nie udało mi się. Mój pysk, moje łapy, wszystko było sparaliżowane! Zrezygnowany obserwowałem jak smoki porywały bezbronne wilczątka. Jeden ze smoków skierował na mnie swój wzrok i…

-Pobudka, śpiochu! Jak długo będziesz spać?!-usłyszałem radosny głos wilczycy spotkanej poprzedniego dnia.

-Ja…smoki…ratunku!!!-wykrzyczałem zaspany.

-Matko wilczyco, nie rozumiem, czemu wszystkim gościom śnią się smoki?!-powiedziała zażenowana - wstawaj już, musisz poznać, jak wygląda życie w wiosce!

         Niechętnie wstałem z wygodnego legowiska i stanąłem obok pięknej wilczycy.

           Miała ona białe jak śnieg futro, silne, zwinne łapy, oraz przecudne błękitne oczy…

         Przyglądaliśmy się tak sobie przez chwilę i ruszyliśmy w stronę wioski.

    -Słuchaj-zagadnąłem-Jak masz na imię?

-Cassandra-odpowiedziała-mów mi po prostu Casy.

      Po krótkiej chwili dotarliśmy do wioski.
Wioska ta miała swój urok. Było tam kilka rustykalnych straganów z mięsem, owocami i warzywami…jednak moją uwagę przyciągnął sklep z rękodziełami. Były tam garnce gliniane, figurki ze słomy, naszyjniki z kamyków i wiele więcej ciekawych rzeczy. To właśnie tam zaprowadziła mnie Cassandra.

-Witaj w moim sklepie-uśmiechnęła się do mnie gdy przechodziliśmy przez próg.

-Łaaał…sama to wszystko zrobiłaś?-zapytałem z niedowierzaniem, oglądając naszyjnik z pereł.

-Tak, nie lubię się chwalić-powiedziała ciut speszona. Po chwili dodała-Wiesz, może pomógłbyś mi prowadzić interes?

-Bardzo chętnie!-odpowiedziałem odruchowo.

-To świetnie! Potrzebowałam pomocnika, a każdy z wilków w wiosce ma już zajęcie.-odpowiedziała zadowolona-Jest jedno miejsce które koniecznie muszę ci pokazać!-zawołała, wybiegając ze sklepu.

         Biegnąc za nią, znów poczułem uczucie lekkości.

-Casy! Stój! Coś ci pokażę - zawołałem. Cassandra się zatrzymała i zawróciła.

          W tym momencie zacząłem się unosić nad ziemią.

-Ojejku! Jak tyś to zrobił?-zapytała z podziwem.

-Sam nie wiem. Czasem po prostu zaczynam się unosić-odpowiedziałem wzruszając ramionami.

-Potrafiłbyś mnie wziąć na grzbiet, abyśmy szybciej dolecieli w to miejsce które chcę Ci pokazać?

-Chyba tak. Ale lepiej abym wziął się w łapy, będziesz miała lepszą widoczność-odpowiedziałem, chwytając ją za kark.

-No to lecimy!-krzyknęła radośnie.

Co jakiś czas przekazywała mi zalecenia, w którym kierunku mamy lecieć.

-Już niedaleko. Lądujemy - Postanowiła w pewnym momencie.

Posłusznie wylądowałem na ziemi i po odstawieniu Cassandry przeciągnąłem się.

-Chodź za mną-powiedziała. W jej oczach pojawił się niebieski blask.

Pędziliśmy tak, aż w końcu zatrzymaliśmy się na polanie, na której rosło ogromne, rozgałęzione drzewo otoczone stawem. Na całej polanie panowała niebieska poświata, a gdzieniegdzie latały wróżki. Casy siedziała obok mnie i wpatrywała się w drzewo. Jej oczy stały się całkowicie niebieskie, a z jej gardła wydobywały się melodyjne pomruki.

-Cassandra? Co się z tobą dzieje?-spytałem cicho.

Odpowiedział mi kolejny melodyjny pomruk.

       Siedzieliśmy tak dosyć długo, aż w końcu Casy się ocknęła.

-Już jestem. Lubię tu przychodzić. Moja dusza odbywa wtedy podróż wokół świata, a moje ciało pozostaje w stanie transu. Rozumiesz?

-Tak, tak. Mam pytanie, czy masz jakieś magiczne moce?

-Jeszcze nie. Moja dusza podróżuje po najbardziej niebezpiecznych zakątkach, w poszukiwaniu Odłamków Mocy.

-Odłamków Mocy?-zdziwiłem się, gdyż nigdy o czymś takim nie słyszałem.

-Tak. Każdy wilk w wiosce dostaje od szamana magiczny naszyjnik z pudełeczkiem na Odłamki Mocy-mówiąc to, zaprezentowała wisiorek który miała na szyi. Błyszczał on wszystkimi kolorami tęczy - Gdy zbierzesz pięć odłamków, otrzymujesz jedną moc. Najlepsze wilki mają nawet po osiemdziesiąt odłamków…a ja mam trzy. Brakuje mi jeszcze dwóch do uzyskania jakiejkolwiek mocy. A bardzo chciałabym jakąś mieć. Nawet szczeniaki mają umiejętności odziedziczone po potężnych rodzicach, a ja?! Dwa lata i ciągle nic.

-Może…ja mógłbym ci pomóc?-zasugerowałem.

-Mógłbyś to zrobić? To bardzo niebezpieczne. Kiedyś, gdy kradłam jeden odłamek smokowi, ledwie uszłam z życiem!

-E, tam-machnąłem lekceważąco łapą-damy radę.

Cassandra popatrzyła na mnie oczami pełnymi wzruszenia.

-Dziękuję - szepnęła. –nikt dotąd nie oferował mi swojej pomocy. Wracajmy do wioski, już późno.

        Po dotarciu do wioski pożegnałem się z Casy która poszła do swojej chatki.

-Na pewno nie chcesz przenocować u mnie? Mam dużo wolnego miejsca.

-Dzięki za propozycję, ale wolę spać pod drzewem.

-Spoko. To do jutra!-zawołała.

           Bardzo długo o niej myślałem. W końcu zapadłem w głęboki sen.
Następna część już 30.08.13, lub 31.08.13!

Wskazówka dla pisarzy

Witajcie, wszyscy czytelnicy tego skromnego bloga ^.^

W tym wpisie zamieszczę wskazówkę dla pisarzy.
 
"Jeżeli chcesz spotęgować napięcie w książce, używaj równoważników zdania"
 
W tym poście chcę również podziękować mojemu starszemu bratu Bartkowi, za udzielanie mi cennych porad.
 
Mam nadzieję, ze porady które tu zamieszczam się przydadzą. Zezwalam na kopiowanie porad :)
 
 

                                                                        POZDRAWIAM!

środa, 28 sierpnia 2013

Następny rozdział już niedługo!

Witajcie, czytelnicy! Chciałam Was poinformować, że nowy rozdział zostanie dodany 29.08, bądź 30.08. W międzyczasie na pewno dodam jeden wiersz lub poradę dla pisarzy.
Tak więc...

Dziękuję za uwagę i zachęcam do dalszego śledzenia bloga!

Rozdział 1- Wstęp.


Początek wszystkiego

Ciemność. Mróz. Strach. To pierwsze rzeczy, których doświadczyłem na tym świecie. Z moich narodzin pamiętam tylko tyle, że schodziłem...z nieba. Urodziłem się jako wilk, lecz nie wiedziałem nawet jak wyglądam. Włóczyłem się po ciemnych, niebezpiecznych lasach, a zajmowała się mną Matka Natura. To ona zsyłała mi jedzenie i wodę. Z czasem, zacząłem sobie radzić sam. Po wielu latach istnienia zdziwiłem się, że jeszcze żyję, gdyż większość moich nielicznych znajomych już dawno została pochowana na cmentarzysku. Miałem wrażenie, że to wszystko było tylko złym mglistym snem, snutym bez końca. W tym dziwnym stanie miesiące zdawały się umykać jak sekundy. Cały czas byłem pogrążony w dziwnym transie. Wieczorami przychodziłem na pewną skałę. Nazywałem ją Skałą Strachu. Parę razy miałem dosyć włóczenia się po pustym, ciemnym lesie. Miałem ochotę zwinąć się w kłębek i czekać aż coś lub ktoś mnie zabije. Zawsze jednak taka istota uciekała, oślepiona światłem bijącym z głębi mojej duszy. Tak więc najwyraźniej byłem skazany na nieskończone samotne życie w tym smutnym otoczeniu. Co jakiś czas widywałem smoka lub feniksa, lecz nie udawało mi się nawiązać z nim rozmowy. „Dlaczego z nikim nie mogę porozmawiać? Czemu jestem skazany na samotność?”- myślałem. Jednak pewnego dnia samotność, pragnienie porozmawiania z kimś, oraz ogromna ochota na wydostanie się z tego lasu skumulowały się i popędziłem wprost przed siebie, przedzierając się przez ostre ciernie i smagające mnie po twarzy gałęzie drzew. W pewnym momencie przestałem czuć ziemię pod łapami, a las w kilka chwil stawał się coraz mniejszy i mniejszy. Zorientowałem się, że zaczynam się wznosić, choć nie mam skrzydeł. Przerażony próbowałem się rzucać na wszystkie strony i…gwałtownie zacząłem spadać w dół. Mocno się poturbowałem i nie ruszałem się stamtąd przez jakiś czas.

Gdy poczułem się trochę lepiej, postanowiłem zbadać moją umiejętność latania. Zastanawiałem się, co wtedy zrobiłem takiego, że zacząłem się wznosić. Postanowiłem próbować wszystkiego, co przyjdzie mi do głowy. Najpierw szybko biegłem. Nic się nie stało. „Może muszę po prostu podskoczyć?”- rozmyślałem. Znowu nic.

„Już wiem, jak skoczę ze skały na pewno mi się uda!”- myślałem, że to dobry pomysł, lecz w efekcie leżałem w tym miejscu kolejne parę dni.

      Gdy już się wzmocniłem, odpuściłem sobie latanie i postanowiłem polegać na własnych łapach. Szedłem tak i … zacząłem się wznosić.

Jejku! Znowu latam!”-pomyślałem i już drogą powietrzną leciałem przed siebie.

      Po jakimś czasie zauważyłem brzeg oceanu. Postanowiłem wlecieć jak korkociąg do wody, a potem spróbować lecieć pod powierzchnią oceanu. Udało mi się! Ze zdumieniem odkryłem, że oddycham pod wodą! Czułem się tak dobrze, jak nigdy dotąd. Bawiłem się z delfinami, odwiedzałem podmorskie jaskinie, rozmawiałem z syrenami, karmiłem egzotyczne ryby. Po skończonym odpoczynku wyleciałem z wody i dalej leciałem przed siebie.

        Następnego dnia, lecąc bardzo wysoko nad oceanem, dostrzegłem zielone kropki na nim. Postanowiłem, że zobaczę co to jest. Zlatywałem z ogromną prędkością. Myślałem, że to bagno, lecz pomyliłem się. Z całej siły uderzyłem łbem o coś twardego. Zobaczyłem ciemność.

   

 

Obudziłem się w małej, drewnianej chatce.

-Auuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!!! - zawyłem przerażony. Zerwałem się z łóżka na którym leżałem i wypadłem z chaty jak błyskawica.    

    Była ciemna noc, biegłem na oślep. Poczułem, że wpadłem na kogoś.

-Kim ty jesteś?! Jakim prawem na mnie wpadłeś?!-usłyszałem rozdrażniony kobiecy głos.

-Y, ja, eee, ten, tego…-wydukałem oszołomiony.

-Ach, ty to ten, co z całej siły rąbnął łbem o skałę! - chichotała, a jej czerwone oczy zmieniły kolor na niebieski.

-Możesz mi powiedzieć gdzie jestem?! - spytałem zdenerwowany.

-Tylko spokojnie! - powiedziała nieznajoma wilczyca - Witaj w Wolfernii.              
Dalsza część wkrótce ;)